środa, 4 lutego 2015

Rozdział 1



Wieczór był o wiele za zimny jak na koniec sierpnia. O tej porze zdecydowanie powinno świecić słońce, a nie padać. Cały ostatni tydzień taki był. Jednak Draco Malfoy zdawał się nie zauważać tego faktu. Pochłonięty był rozmyślaniem czego Voldemort chce. Równo tydzień temu, 21 sierpnia, do Malfoy Manor przybył Peter Pettigriew, mówiąc Narcyzie, że najwyższy czas wyjawić tajemnicę, po czym dodał, że Czarny Pan zaprosił Dracona i matkę do jego posiadłości 28 sierpnia. O Lucjuszu nie wspomniał. To dlaczego oni, a nie ojciec są zaproszeni dręczyło młodego arystokratę. Pani Malfoy ubrała dopasowaną zieloną suknię do ziemi. Prezentowała się bardzo okazale. Syn przyodział się w garnitur i krawat w odcieniu sukni rodzicielki. Równo o 17 przenieśli się na miejsce. Od razu poprowadzili ich do sali balowej. W oczy rzuciło się dużo osób w wieku młodego Malfoy'a.  Nagle, do nowo przybyłych, podeszła do blondynka. Była ładna i zgrabna. Jej głowę zdobiły blond włosy w odcieniu włosów Narycyzy.
-Witaj m...ciociu! To super, że wpadłaś na moje urodziny. A ty zapewne jesteś Draco, miło mi cię w końcu poznać, tyle o tobie słyszałam! - uśmiechnęła się promiennie.
-To fajnie, bo ja o tobie w ogóle. - Dracon prychnął niezadowolony, przez co został zgromiony wzrokiem przez matkę.
-No wiem, niestety od urodzenia byłam ukrywana, ale to się dzisiaj zmieni! Tak w ogóle jestem Annabeth. Przepraszam Was, ale muszę przywitać kolejnych gości. Zobaczymy się później.- pożegnała się i ruszyła w stronę drzwi.
-Mamo, co to za cyrk?
-Synu nie mogę ci tego wyjaśnić. Tylko Tom może.- posłała mu smutny uśmiech i poszła do jednej ze swoich przyjaciółek.
Młody Malfoy stał w kącie popijając jakiś napój. Nie zauważył, że podszedł do niego Blaise.
-Smoku, czemu taki smętny?
-A weź mnie nie denerwuj. Jestem na urodzinach laski, której nie znam, z tego co mówiła, nikt z tu obecnych jej nie zna i mam być szczęśliwy?!
-Dobra, dobra, nie wpieniaj się . Ale przyznasz niezła z niej sztuka. –Dracon nie mógł nie uśmiechnąć się na słowa przyjaciela. Wszyscy wiedzieli, że Blaise to typowy podrywacz i nie przepuści okazji na laskę. On też taki był, ale przestało go to bawić i dał sobie spokój.
-Draco! – Bellatrix podeszła do swojego siostrzeńca.
-Witaj ciociu.
-Pan cię wzywa.-młody spiął się na te słowa. Dobrze wiedział, że ta chwila nadejdzie, jednak każde spotkanie z Voldemortem jest jak ruletka. Albo wygrasz życie, albo zgniesz w męczarniach. Udał się więc za ciotką w głąb posiadłości. Ta odstawiła go przed gabinet i odeszła. Zapukał więc i poczekał na ostre "wejść".  W gabinecie zastał swoją matkę, Snape'a i Voldemorta. Narcyza nawet nie spojrzała w oczy swojemu synowi, przypatrując się swoim butom, natomiast Severus patrzył na niego z współczuciem? Poczuł się nieswojo. Jego nauczyciel nigdy na nikogo tak nie spojrzał.
-Zapewne zastanawiasz się dlaczego cię tu zaprosiłem. Zapewne poznałeś już Annabeth. Jest ona moją córką.- Dracona zalała fala szoku. Ta istota ma córkę? I to jeszcze taką laskę? Co tu się odbywa? Przez jego głowę mknęły milony myśli i pytań, których nie mógł zadać.
-Teraz pora na tą gorszą część. Narcyzo, może ty mu to powiedz, w końcu to twój syn.
-Syneczku, jest mi ciężko to powiedzieć, ale Ana to twoja siostra. 
Dość krótko, ale termin mnie gonił. Drugi postaram się dodać szybciej :)